KONTAKT:

euchenia@onet.eu
tel.: 608 023 488


niedziela, 8 czerwca 2014

Jak to się robi? (podstawki pod gorące)


     Moje Koleżanki z pracy prosiły, żeby im pokazać, jak przebiega produkcja takich ręcznie dopieszczanych gadżetów. Przepraszam za jakość zdjęć, bo wszystkie są z telefonu, ale postaram się mniej-więcej to wyjaśnić... może kogoś zachęcę do spróbowania własnych sił i możliwości... może komuś ta krótka prezentacja wyjaśni, dlaczego rękodzieło musi "trochę" kosztować ;)
Zapraszam do oglądania, komentarze mile widziane ;)

Po pierwsze oczywiście jest pomysł, ale kiedy ON się już pojawił i zapadły decyzje co do wyboru masy, jej koloru, wielkości podstawek, rysunków i kształtów... można z dość miękkiej masy wyprodukować za pomocą rączek i wałka... placek...

"Strażnik Texasu" oczywiście nie jest konieczny, ale jak widać bardzo się przydaje w ogólnej kompozycji obrazu.
Z placka za pomocą narzędzi widocznych powyżej (lub innych, które akurat mamy pod ręką) wycinamy kółeczko, na którym rysujemy wzorek. Moje "wzorki" inspirowane są gotyckimi rozetami.
Kółeczko układamy na czymś płaskim, starając się bardzo, aby podczas przenoszenia i układania jak najmniej zginać i deformować ten mięciutki placuszek. Wszystko dlatego, że glina może "złośliwie" zapamiętać taką zabawę i odkształcić się podczas schnięcia i wypalania. Teraz zostawiamy w spokoju, żeby ładnie wyschło.

Po wyschnięciu musiałam jeszcze oczyścić pozostałości po rysowaniu i wycinaniu. Można to zrobić gdy jeszcze glina jest miękka, ale w tym przypadku uznałam, że łatwiej mi będzie i lepszy efekt osiągnę, jeśli zrobię to po wyschnięciu kółek. Suchy zmywak działa prawie jak papier ścierny, patyczek służy do poprawienia linii, a pędzelek do pozbycia się glinianego pyłu.


Gdy już efekt naszych działań jest mniej-więcej taki:
Bardzo delikatnie i ostrożnie pakujemy kółeczka w papier, folię bombelkową i jakiś fajny koszyk ;) i udajemy się z nimi na wycieczkę do pieca. Trzeba wypalić kółeczka na biskwit.

Gdy wypalone, można się zająć szkliwieniem
 Tutaj znowu bardzo przydaje się ktoś, kto skontroluje obiektywnie, czy szkliwo osiągnęło już odpowiednią gęstość, czy warstwa szkliwa nałożona na wszystkie elementy jest równej grubości i czy nałożyć dwie grubsze czy trzy cieńsze warstwy. Jak widać moja Kontrolerka jest bardzo znużona i przysnęła odrobinę przy pracy.

Trochę to trwa, w międzyczasie może nawet zrobić się ciemno.





Znowu pakuję kółeczka w papier i folię, ale koszyk można pominąć... Po pierwszym wypale kółka już nie są tak bardzo kruche i delikatne. Jedziemy do pieca...

Gdy po kilku dniach odbieramy coś takiego... wprost nie posiadamy się z radości :D Teraz wystarczy już tylko wyciąć śliczne równiutkie kółeczka z filcu i przykleić je na spodzie rozetek.



A potem? Co będzie potem zobaczymy jutro :D


P.S.
Aha, aha... zróbmy jeszcze "lokowanie produktu" żeby było profesjonalnie ;))))))

Wszystkie narzędzia, materiały a nawet wypały ... okraszone wielką dawką optymizmu, dobrego humoru i życzliwości ... można nabyć/wykonać tutaj: Ceramiq
jako i ja czynię :)

niedziela, 1 czerwca 2014

Szamotowe flaszki - pomysł na personalizowany prezent



Znowu była przerwa w blogowaniu, no cóż... dwa duże projekty skończone, dwa w trakcie, jeden jeszcze większy właśnie się wykluwa, ale od czego mamy "międzyczasy"... ;) W międzyczasie udało mi się dokończyć taki pomysł, który zalegał od dawna w zakamarkach świadomości i pod :)
Jest ostatnio w narodzie moda na personalizowane prezenty i wszyscy zdają się bardzo je kochać, a że przy okazji wyglądają ... no dobrze, nie dokończę tej myśli, dzień taki piękny... będę miła ;)
Więc cóż to za pomysł?
Pomysł jest taki, żeby na ceramicznym naczyniu lub innym gadżecie umieścić coś osobistego, specjalnie dla osoby która ma być adresatem upominku. Może niekoniecznie daty i imiona... może np. fragment tekstu ulubionej piosenki...
Więc skoro tak, to mamy "Pod papugami" i jeszcze coś:


Miłego oglądania i słuchania

PS. A flaszeczki jak zwykle z szamotowej gliny z Tułowic - najwspanialszej na świecie :) lepione z wałeczków bez użycia form, przetarte "goldbronzem" w środku szkliwo transparentne a na brzegach od środka "Ekwador" i "Sonnengelb".


piątek, 11 kwietnia 2014

Komplecik

... nie, nie... nie kaloszki i berecik... nie tym razem ;)
Tym razem zmierzyłam się z wyzwaniem, którego trochę się obawiałam na początku. Zadanie było bardzo pracochłonne i terminowe... nie obyło się bez konieczności odłożenia na dłuższą chwilę pozostałych projektów i spraw. Ale tak przyglądam się efektom i myślę, że nie ma tego złego...
Wyzwaniem tym był komplecik do chrztu dla ośmiomiesięcznej dziewczynki, który składa się z sukienki, płaszczyka, bucików i czapeczki, a wszystko wykonane na szydełku z pięknej śnieżnobiałej egipskiej bawełny. Nieskromnie powiem tylko, że jestem bardzo zadowolona z tego jak to wyszło i mam nadzieję, że zaraz po Świętach uda mi się dodać do kolekcji zdjęcie małej królewny w tym białym ubranku :) i mam nadzieję, że będzie wyglądała ślicznie.





niedziela, 16 marca 2014

Kontrasty

Kolor, faktura i kształty. Kontrasty się lubią... chyba...

Znowu glina tułowicka, wałeczki i niepowtarzalne kształty lepione bez formy. Ciekawe szkliwo... glimmer w nazwie trochę na wyrost ;) Są drobinki, które bardzo dyskretnie połyskują w sztucznym świetle, jest matowe i szorstkie w dotyku, nie spływa, więc można szkliwić nawet spód pracy i ustawiać bezpiecznie bezpośrednio na półce. Na pionowej powierzchni pozwala kontrolować spływanie innych szkliw, nawet nałożonych dość grubą warstwą. Aż się prosi, żeby kontynuować eksperymenty.











Zamiokulkas

Podoba mi się i roślina i jej nazwa. W nowej donicy podoba mi się nawet bardziej.
Doniczka z mojej ulubionej masy tułowickiej, ulepiona z wałeczków, bez formy. Na zewnątrz surowa, przetarta złotobrązowym szkliwem. W środku...No właśnie... W środku trochę przypadkiem stały się nadspodziewanie ciekawe efekty.
Najpierw wylałam grubą warstwą transparentne szkliwo, następnie nałożyłam pomarańczowe efektowe szkliwo dość szerokim pasem na brzegach. Coś tam skapnęło z pędzelka do środka, ale wiedząc, że te miejsca nie będą widoczne, postanowiłam nie usuwać plam i zobaczyć jak zachowają się szkliwa na połączeniach.
Wczoraj były trudne warunki do zdjęć... trochę widać to marcowe szaleństwo za oknem... ale trochę też widać te pomarańczowe płomienie w środku donicy.